Nasza i ich historia

niedziela, 15 listopada 2009
2 listopad 2009

Kolejny rok minął... 2 listopad przywitał nas piękną słoneczną pogodą. Przygotowania trwały już od kilku miesięcy, a nawet lat. Rano o godz. 11.30 wszyscy wzięliśmy udział w mszy św. na Wojskowym Centarzu w Casamassima. Tego roku mieliśmy bardzo wyjatkowych gości. Przyjazd Ambasadora Pana Jerzego Chmielewskiego i W-ce konsul Pani Anny Kurdziel był dla nas wszystkich wielkim komplementem i uhonorawaniem naszych wysliłków w ocaleniu od zapomnienia tego miejsca.

Mszę św. celebrował ks. mjr Paweł Piontek polski kapelan z Rzymu, a homilię wygłosił ks. Andrzej Wiśniewski z Gioia del Colle. Oprócz władz miasta i wojska włoskiego przybyła także liczna grupa polskich studentów z Bari i spora grupa polaków z całej Pugli.

Pan prof. Wojciech Narebski

Po porannych uroczystościach nadszedł czas inauguracji III już edycji wystawy "Polacy w Pugli". Wystawę otworzyliśmy konferencją prasową. Burmistrz miasta pan Vito De Tommaso podziękował  naszym honorowym gościom za obecność. Gianluca Vernole, mój kolega i współautor wystawy przypomniał historię II Korpusu i jego losy. Stefania Castellano nasza trzecia podpora przygotowała część filmowa i medialną konferencji. Już drugi dzień gościliśmy naszego kochanego profesora Wojciecha Narebskiego. Pan Wojtek był żołnierzem II Korpusu i swoim świadectwem i opowiadaniami z czasów włoskich wzbogacił naszą uroczystość, a swoja niesporzytą energią podładował też nasze baterie, które będą nas potrzymywać przy dalszych działaniach. Przyjechał też do Casamassimy Krzysztof Piotrowski, pasjonat i historyk tego okresu, autor artykułów na temat ocalenia polskich cmentarzy we Włoszech, który też obdarował nas znaczną częścia eksponatów do przyszłego muzeum, mam nadzieję, ze powstanie...

Po konferencji wszyscy zebrani mogli obejrzeć drugą cześć wystawy. W tym roku była ona wzbogacona o orginalne eksponaty medyczne, mundur i inne rzeczy, których używali żołnierze. Część fotograficzną wzbogaciła w tym roku Akademia Medyczna w Szczecinie. Dr ppłk Jacek Rudnicki przywiózł ją ze sobą dla nas i reprezentował swoją uczelnię w ramach nowo nawiązanej współpracy. Jednym z lekarzy, który pracował w naszym szpitalu w Casamassima w czasie wojny, był dr Tadeusz Sokołowski, po wojnie wrócił do Polski do Szczecina, gdzie kontynuował swoją pracę jako lekarz, w klinice akademickiej. Materiał fotograficzny przedstawia jego biografię. Dr Sokołowski w czasie wojny leczył także ludność cywilną z miasteczka i okolic. Został za to uhonorawany przez Rząd Włoski wysokim odznaczeniem i nadany mu został tytuł honorowego obywatela Włoch. Była razem z nami Giovanna Nitti, ktora jako mała dziewczynka została uratowana przez Sokołowskiego.

Dr Jacek Rudnicki i Pani Giovanna Nitti

Z Niemiec przyjechali do nas bardzo specalni goście. Grzesiu Suchy i jego ciocia Pani Kornelia Pogorel ze Śląska. Pan Grześ odnalazł po 65 latach grób dziadka i w tym szczególnym dniu przywiózł tutaj Panią Kornelię, która po raz pierwszy mogła pomodlić się nad grobem swojego ojca. To było bardzo wzruszające wydarzenie dla nas wszystkich. 

 

Pani Kornelia nad grobem swojego ojca.

Pani Kornelia z siostrzeńcem Grzegorzem Suchym.

W tegorocznej wystawie wystawiliśmy także materiały fotograficzne o Władku Jagielle, Bronisławie Bednarczuku, Janie Piszczku, Franciszku Tarajkowskim,  które otrzymałam dzieki uprzejmości ich odnalezionym rodzinom i szczególne chcę im za to podziękować. Symbolicznie zapaliłam znicze na ich grobach...

14:51, chabrowka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lipca 2009
Powrót niepamięci
   

Upływający od uroczystości 65. Rocznicy bitwy o Monte Cassino miesiąc ukazał po raz kolejny powrót wcześniejszego nieładu i braku stałej opieki konserwatorskiej na polskim cmentarzu wojennym na Monte Cassino.


Nie musieliśmy, więc długo czekać, aby ukazać ponownie rzeczywisty i przewidywalny mechanizm działań odpowiedzialnego w tej kwestii urzędu, kierowanego przez sekretarza Andrzeja Przewoźnika.

Oczywistym powodem powracającego z lat poprzednich stanu rzeczy, tj. dopuszczenia do zupełnych zaniedbań i braku stałej opieki konserwacyjno-remontowej, jest w dalszym ciągu odwlekanie w czasie zawarcia umowy bilateralnej pomiędzy Polską a Włochami. Wielokrotne i długoletnie zapowiedzi kierującego Radą Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa o bliskości zawarcia tego zasadniczego dla opieki nad miejscami pamięci narodowej na terenie Włoch porozumienia nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Warto zastanowić się i zadać pytanie zawiadującemu ROPWiM, a odpowiedzialnemu w tej kwestii sekretarzowi Przewoźnikowi – co konkretnie stoi na przeszkodzie w zawarciu umowy pomiędzy obydwu krajami przez tak długi okres czasu, a pokrywający się z kilkunastoletnim sprawowaniem przez niego urzędu?

Przypomnijmy, o czym informował generał Barbato, że wszystkie podobnej treści umowy zawierane z innymi państwami odbywały się w zwykłych terminach administracyjnych. Jeszcze nie tak dawno, 18 marca br., podczas Zjazdu Związku Polaków we Włoszech, odbywającego się w Rzymie, Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP, Jerzy Adamczyk, informował zaproszonych przedstawicieli organizacji polonijnych, iż sekretarz ROPWiM obiecuje zawarcie umowy pomiędzy Polską a Włochami jeszcze przed uroczystościami 65. rocznicy bitwy o Monte Cassino.

Tymczasem upłynęły kolejne 3 miesiące i pomimo niezmiennego zainteresowania wykazywanego przez stronę włoską od 1999 roku, a konkretnie przez odpowiedzialny na tym polu Urząd ds. Pamięci Poległych na Wojnie (Commissariato Generale per le Onoranze ai Caduti in Guerra) zawiadowany przez gen. Vittorio Barbato z miejscowego Ministerstwa Obrony, do zawarcia umowy w sprawie opieki nad polskimi nekropoliami nie doszło.

Wydaje się, że urząd kierowany przez sekretarza Przewoźnika czyni to celowo, dziwnie przedłużając w czasie, gdyż pomimo długich negocjacji oraz przygotowania wymaganych, dokładnych i dwustronnych tłumaczeń, w Warszawie bez wcześniejszych uzgodnień dopisano niespodziewanie do tekstu umowy kwestie dotyczące sprawowania opieki nad czterema pomnikami pozostawionymi przez żołnierzy gen. Andersa w kompleksie górskim Monte Cassino, tj. Pomnika 3. Dywizji Strzelców Karpackich, Pomnika 5. Kresowej Dywizji Piechoty, Pomnika 4. Pułku Pancernego „Skorpion” i Pułku 6. Pancernego „Dzieci Lwowskich” w Piedimonte S. Germano. Jest to wielce zastanawiające, gdyż urzędnicy ROPWiM doskonale wiedzą, iż kwestia sprawowania opieki ww. pomników nie pozostaje w gestii urzędu kierowanego przez gen. Barbato, obejmującego zgodnie z zadaniami wszystkie nekropolie na terenie Włoch (w tym cztery polskie cmentarze wojenne w Casamassima, na Monte Cassino, w Loreto i w Bolonii) oraz włoskie cmentarze wojenne poza granicami Italii.

Zgodnie z zapisami prawnymi za dotychczasową opiekę nad pomnikami znajdującymi się w masywie górskim Monte Cassino odpowiedzialnymi pozostają: ROPWiM w porozumieniu z właścicielami gruntu (w tym wypadku władzami kościelnymi, tj. opactwa benedyktyńskiego na Monte Cassino) i miejscowym konserwatorem zabytków. Mamy więc tutaj do czynienia z próbą wymuszenia przez ROPWiM zmiany w dotychczasowych porozumieniach, które nie mogą być podjęte przez Urząd ds. Pamięci Poległych na Wojnie przy włoskim Ministerstwie Obrony, gdyż nie leżą w jego kompetencjach, a tym samym nie są zgodne z zapisami prawa.

Umowa bilateralna jest fundamentalnym porozumieniem prawnym, wyznaczającym wspólny zakres zadań i umożliwia sprawowanie kontroli nad przelewem środków publicznych. Warto więc zadać tutaj pytanie – czy odsuwanie w czasie przez stronę polską zwarcia umowy pomiędzy naszymi krajami nie jest celowe i ma w perspektywie utrudnić sprawowanie kontroli nad przepływem środków finansowych pomiędzy Warszawą i Rzymem? W tym przypadku nasuwa się ewidentna odpowiedź.

Przypomnijmy, że kwota przewidzianych środków na remont montecassińskiego cmentarza na przestrzeni bieżącego i przyszłego roku może sięgnąć 3.5 mln złotych, a jeszcze do końca tego roku ROPWiM planuje wydatki sięgające 1 mln złotych. Jak dowiedziała się redakcja „Naszego Świata” Urząd ds. Pamięci Poległych na Wojnie przy włoskim Ministerstwie Obrony wyraża gotowość, po uprzednim skierowaniu oficjalnego zapytania przez wybrany organ polskiej administracji centralnej, do przedstawienia kompletnej dokumentacji dotyczącej dotychczasowego, wieloletniego finansowania prac konserwatorsko-remontowych związanych z utrzymywaniem polskich miejsc pamięci na terenie Italii. Warto podkreślić, że wgląd do tej dokumentacji pozwoliłby na dokonanie dokładnej kontroli i konfrontacji rzeczywistego, dotychczasowego przepływu środków finansowych pomiędzy Warszawą i Rzymem.

Krzysztof Piotrowski

Danuta Wojtaszczyk

Zdjęcia:



1. Ponownie zarastający chwastami plac pomiędzy mogiłami żołnierskimi. Stan z 19 czerwca 2009 r., zaledwie miesiąc po uroczystościach / fot. © K. Piotrowski



2. Zaniedbane mogiły na montecassińskim cmentarzu. Stan z października 2008 r. / fot. © K. Piotrowski

21:32, chabrowka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 czerwca 2009
65 rocznica bitwy o Monte Cassino

To było bardzo ważne wydarzenie, ale nie tylko z powodu wyjazdu na uryczostości. Na kilka dni przed moim wyjazdem znów zawitała grupka gości do Casamassima. Byli jednak niezwykli. Przejechali pół europy na motorach! Postanowili jechać szlakiem polskich cmentarzy wojennych we Włoszech. Dla Michała byla to już dlasza kontynuacja rajdu katyńskiego. Gosia, Wiesiek, Leszek i Krzysiek dołączyli już póżniej. Przez Chorwacje dotarli promem do Bari. Po zwiedzeniu miasta królowej Bony była Casamassima a tutaj jak zwykle wizyta na cmentarzu, u burmistrza, zwiedzenie miasteczka...Udało nam sie też wybrać do Matery, gdzie oprowadził nas wszędzie nasz znajomy włoch Francesco. Zwiedziliśmy Materę i miejsca gdzie uczyli sie nasi żołnierze Andersa.

Wizyta dobiegła końca. Czas wyruszać do Cassino. Tym razem jedziemy razem. Ja jako wystraszony pasażer na tylnym siedzeniu :o)

Na Cassino mnóstwo znajomych. Wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja przyjechali tu z szacunku i dla zachowania pamięci tamtych dni...Wzruszenie i emocje nie opuszczały nikogo z nas przez cały czas pobytu...

Naprawdę dziękuję WSZYSTKIM !!!

nasi dzielni kombatanci

od lewej: Krzysiek Piotrowski, Danusia Wojtaszczyk, pan profesor Wojtek Narębski i ja :o)

tutaj można obejrzeć inne zdjęcia z pobytu na Cassino:

http://www.flickr.com/photos/11868641@N06/

poniedziałek, 26 stycznia 2009
Monte Cassino – co dalej?

Wielokrotnie powtarzana przez sekretarza Andrzeja Przewoźnika z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa opinia o konieczności wymiany płyt nagrobnych na polskim cmentarzu wojennym na Monte Cassino nie znajduje absolutnie żadnego racjonalnego uzasadnienia. Tego typu twierdzenie można bardzo łatwo zweryfikować na podstawie bieżącej obserwacji sposobów obróbki i konserwacji kamienia (w tym przypadku- trawertynu) oraz na podstawie wypowiedzi ekspertów w tej dziedzinie. Warto również dla praktycznego zobrazowania zagadnienia wykonać wizję porównawczą wyglądu odpowiednio zabezpieczonego trawertynu na niewiele odległym od Cassino cmentarzu żołnierzy włoskich (w Mignano Monte Lungo) z Corpo di Liberazione gen. Umberto Utili, który walczył pod naszym dowództwem w kampanii adriatyckiej. Nadmienić tutaj trzeba, że do czynienia mamy z identycznej jakości budulcem i na dodatek pochodzącym z tego samego kamieniołomu ( Tivoli pod Rzymem), a różnica czasowa pomiędzy uroczystym otwarciem obu cmentarzy wynosi zaledwie 6 lat. Co ciekawe, cmentarz w Mignano M.Lungo był architektonicznie wzorowany w oparciu o polski cmentarz wojenny na M.Cassino.

Spotykamy się tutaj wręcz z sytuacją kuriozalną-ewentualna decyzja jednego urzędnika – w tym przypadku osoby kierującej działaniami ROPWiM, może doprowadzić do bezpowrotnego zniszczenia oryginalności układu cmentarza i nieuzasadnionego oraz znacznego podniesienia kosztu prac remontowych przewidzianych na najbliższe 2 lata.

Cmentarz wojenny na M. Cassino jest nie tylko miejscem pamięci narodowej, ale również zabytkiem architektury podlegającym ochronie prawnej, więc zaplanowana kompletna wymiana płyt nagrobnych i krzyży oznacza w rzeczywistości zniszczenie dzieła sprzed 64 lat (przypomnijmy – uroczyste otwarcie cmentarza miało miejsce w dniu 1 września 1945r.)

Obecny stan płyt nagrobnych nie jest wynikiem zastosowania nieodpowiedniego materiału – jak twierdzi sekretarz Przewoźnik. Jest natomiast skutkiem długoletniego braku poddawania konserwacji i odpowiedniego zabezpieczenia tego naturalnego budulca techniką powszechnie stosowaną na terenie Włoch, a na dodatek przez wszystkie tutejsze zakłady kamieniarskie. Zaznaczyć trzeba , że technika zabezpieczenia i konserwacji trawertynu nie jest również wielce skomplikowana. Natomiast ze względu na to, że naturalna struktura tego budulca jest wypełniona drobnymi szczelinkami, wymagane jest zaszpachlowanie zewnętrznej powłoki warstwą białego pyłu cementowego i w ostatnim etapie pokrycie płynnym środkiem chroniącym przed skutkami wpływu warunków atmosferycznych. Oczywiście, przed wykonaniem ostatniego etapu – w przypadku płyt nagrobnych poległych żołnierzy – niezbędne jest również odtworzenie wcześniejszych inskrypcji przez poprawienia ich czytelności. Proszę zwrócić tutaj szczególną uwagę, iż omawiane jest jedno z najbardziej zasadniczych zagadnień w planowanym remoncie polskiego cmentarza na Monte Cassino. Propozycja kompletnej wymiany płyt nagrobnych i krzyży na nowe jest w założeniu błędna(!), i nie powinna być w ogóle brana pod uwagę, gdyż bezpowrotnie utracimy pierwotny i historyczny walor tego obiektu. Przez długie dziesięciolecia płyty nagrobne poległych polskich żołnierzy były świadkiem wielu uroczystości i wizyt władz państwowych i kościelnych. Błędna decyzja o całkowitej wymianie płyt nagrobnych na polskim cmentarzu wojennym na Monte Cassino spowoduje bezpowrotne utracenie waloru oryginalności tego obiektu. Dodatkowo należy pamiętać o elemencie ekonomicznym, tzn. szacowany koszt wykonania nowej płyty oscyluje w granicach 500 euro natomiast koszt renowacji z koniecznym odnowieniem inskrypcji waha się w granicach 100-130 euro.

Nasuwa się też w tym momencie kilka istotnych dla tematu pytań:

- Co stałoby się z usuniętymi płytami nagrobnymi z cmentarza na M.Cassino ?
Czy powtórzyłby się scenariusz sprzed 10 lat, kiedy w 1999r. wymieniono ok. 40 płyt, które następnie zostały doszczętnie potłuczone i zwyczajnie wyrzucone na tylnim skłonie wzgórza 569, przy dróżce prowadzącej do Mass Albanety?
- Czy faworyzowanie wymiany płyt nagrobnych nie jest celowym odwróceniem uwagi od wieloletniego zaniedbania i braku bieżącej ich konserwacji?

Trzeba tutaj dodać, że warte są bliższego sprawdzenia wszystkie dotychczasowe tłumaczenia i wyliczanie problematyki wokół przygotowań do planowanego remontu. Warte jest również określenie kontroli przygotowywanych prac i rozliczeń finansowych w przepływie środków pomiędzy budżetem polskim a ostatecznym wykonawca robót. Przypomnijmy , iż ze względu na stały brak umowy bilateralnej pomiędzy Polską a Italią kontrola ta jest wyjątkowo utrudniona.

Wreszcie zastanówmy się nad kolejna zasadnicza kwestią. Jeżeli możliwe było w czasie trwającej jeszcze wojny, przy zniszczonej gospodarce Włoch, zaprojektowanie i wzniesienie polskiego cmentarza na M.Cassino w przeciągu zaledwie jednego roku od rozpoczęcia prac, to dlaczego przez 16 lat sprawowania urzędu przez sekretarza A. Przewoźnika , nie jest możliwe wykonanie podstawowych i bieżących prac konserwacyjnych oraz zawarcie odpowiedniej umowy – porozumienia w tej sprawie pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Republiką Włoską? Co konkretnie stoi na przeszkodzie? Ponownie przypomnieć należy przed zbliżającym się remontem na M.Cassino, że jak do tej pory, pomimo wcześniejszego informowania i alarmowania nie zostały rozwiązane kwestie konieczności remontu Orła Narodowego, górującego nad cmentarzem polskim oraz muru oporowego przed pomnikiem 3. Dywizji Strzelców Karpackich na wzgórzu 593. Wymagają one pilnej interwencji i natychmiastowego zabezpieczenia.

Przyp. Autora (z artykułu zamieszczonego w „Naszym Świecie”, 1-15 listopada 2008 r.).
W przypadku rzeźby Orła Narodowego wykonanego przez M. Panyszyna w 1945 r. i umieszczonego na blokach skalnych powyżej placu z mogiłami żołnierskimi –od strony południowej i zachodniej nastąpiły poważne pęknięcia w spoinach pomiędzy głazami co grozi w każdej chwili ich osunięciem i stoczeniem się głazów kilku i kilkunastotonowych wprost na cmentarz, a to z kolei wywołałoby poważne zniszczenia i stanowi stałe zagrożenie dla osób wizytujących cmentarz polski – WYJĄTKOWO PILNE, PODKREŚLAM !!! W przypadku muru oporowego przed pomnikiem 3.DSK – postępującemu zniszczeniu ulega 4 metrowej wysokości mur oporowy wzniesiony przez polskich żołnierzy i włoskich murarzy na przestrzeni 1944 i 45 roku. Od ponad 4 lat ulega szybko postępującemu zawalaniu się na skutek osunięć jego podstawy na długości ok. 20 metrów. Powstały tutaj wielkie wyrwy i pęknięcia co grozi w każdej chwili zawaleniem i zniszczeniem tym samym jedynej drogi prowadzącej do obelisku 3.DSK na wzg. 593. Sytuacja ta stanowi również wielkie zagrożenie dla wszystkich osób zmierzających do pomnika – JEST TO KWESTIA PILNA I WYMAGAJĄCA NATYCHMIASTOWEJ INTERWENCJI !!! Warte przedłożenia jest jeszcze jedno istotne dla sprawy pytanie – czy sekretarz Andrzej Przewoźnik informuje członków Senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą o przeprowadzonych przez stronę włoską w listopadzie ubiegłego roku przygotowaniach do prac remontowych na polskim cmentarzu wojennym na M.Cassino i rozpoczęciu etapu wykonawczego z początkiem bieżącego roku? Włoskie firmy zatrudnione przez Ministero della Difesa (Ministerstwo Obrony) rozpoczęły oczyszczanie nalotu na elementach kamiennych cmentarza tj. – schodach oraz przykrywach murów oporowych. Podjęto również prace związane z konserwacją i zabezpieczeniem elementów metalowych – tj. ogrodzenia .

Krzysztof Piotrowski, Rzym, 21.01.2009 r.

Mogiła polskiego żołnierza(M.Cassino  19.01.09 r.)

Mogiła trzech włoskich żołnierzy wykonana z tej samej jakości trawertynu_

9 lipca 2008 r. sekretarz...

23:53, chabrowka
Link Dodaj komentarz »

1.Stan płyt nagrobnych na polskim cmentarzu M.Cassino(19.01.09 r.)

Monte Cassino – obraz niszczenia

Przed nami coraz bliżej dzień zaplanowanych na 18 maja uroczystości 65. Rocznicy bitwy o Monte Cassino. Przed nami także coraz bliżej dzień, w którym oczy nielicznych pozostałych przy życiu żołnierzy Andersa spoglądać będą na niszczejące groby poległych przed laty kolegów. Czy taką właśnie wdzięcznością następne pokolenie obdarzy tego dnia swoich bohaterskich przodków, którzy walcząc o wolną Ojczyznę złożyli największą ofiarę na ziemi włoskiej? Trwające od czerwca ubiegłego roku usilne zabiegi w sprawie opracowania planu działań i podjęcia konkretnych kroków mających na celu poddanie generalnemu remontowi i odnowieniu montecassińskiej nekropolii wydają się nie mieć końca, a do obchodów rocznicowych pozostały nam zaledwie 4 miesiące.

Tymczasem, jeszcze 18 października na zebraniu Związku Polaków we Włoszech w siedzibie Konsulatu Generalnego w Katanii, dyskutowno m.in. w kwestii remontu polskiego cmentarza wojennego na Monte Cassino. Jerzy Adamczyk informował zgromadzonych gości, że sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik obiecuje zakończenie robót przed uroczystościami rocznicowymi.
Zapewnienie o takim scenariuszu wydarzeń oparte miało być również na zobowiązaniu gen. Vittorio Barbato z włoskiego Ministerstwa Obrony, kierującego Urzędem do Spraw Pamięci Poległych na Wojnie, który oświadczył, że prace remontowe wykonywać będą sami Włosi ze względu na ciągły brak regulacji prawnej w formie umowy bilateralnej pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Włoską.

Zapowiedź wykonania prac remontowych przed uroczystościami w maju bieżącego roku nie ma swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Plan remontu cmentarza wojennego na Monte Cassino ma być rozłożony w czasie, tj. na przestrzeni 2009 i 2010 roku, o czym informował sekretarz Przewoźnik 4 listopada podczas posiedzenia Senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. Zgromadzeni senatorowie poraz kolejny usłyszeli wypowiedź o lawinie trudności i procedur, jaka wiąże się z podjęciem konkretnych prac remontowych. Wśród nich minister Przewoźnik już 9 lipca w czasie wcześniejszego posiedzenia Komisji wymieniał m.in.
-brak zachowania oryginalnej dokumentacji z budowy cmentarza,
- trudności terenowe i klimatyczne,
-kłopoty ze stałym utrzymanie zieleni,
-niewłaściwy dobór materiału kamieniarskiego (tj. trawertynu) w czasie budowy cmentarza,
-to, że ROPWiM zatrudnia jedynie 40 urzędników,
-że Włosi stwarzają przeszkody w zawarciu umowy,
- i że jakoby Polonia na ternie Włoch niewłaściwie dba o miejsca pamięci narodowej, a to z kolei ma powodować, że urząd ministra Przewoźnika musi stale wynajmować włoskie firmy do obsługi polskich cmentarzy na terenie Włoch.

Ze swojej strony dodam, że ROPWiM dysponuje dokumentacją z 1945 roku pozyskaną z archiwów brytyjskich, która całkowicie pozwala na przygotowanie kompletnych ekspertyz i kompleksowej dokumentacji technicznej cmentarza na Monte Cassino. Nadmienię również, że z całą listą przeszkód wymienionych przed senatorami, dużo wcześniej poradziły sobie wszystkie pozostałe narodowości mające cmentarze wojenne na terenie Włoch. Więc jakiekolwiek z wymienionych tłumaczeń wydają się tutaj nie na miejscu, bądź mają nas ciągle oddalać od istoty sprawy.

Ciekawe jest także twierdzenie sekretarza Przewoźnika mówiące o braku stworzenia na przestrzeni ostatnich lat odpowiednich warunków, aby prowadzić prace remontowe, co powoduje jednocześnie, że utrzymanie bieżące polskich miejsc pamięci spoczywa jedynie na władzach włoskich.
Warto zadać tutaj pytanie – czy pan minister wie, kto jest odpowiedzialny za przygotowanie tychże warunków? Regulują to wyraźnie zapisy prawne. Odpowiedzialną za stworzenie odpowiedniego pola działań jest właśnie kierowana przez pana Przewoźnika ROPWiM ściśle współpracująca w tych kwestiach z placówkami konsularnymi i Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Jeżeli rzeczywiście sprawy mają taki stały i długoletni obrót to mówimy tutaj o ewidentnej NIEWYDOLNOŚCI POLSKIEGO APARATU ADMINISTRACYJNEGO LUB O NIEKOMPETENCJI I BRAKU SKUTECZNOŚCI ODPOWIEDZIALNYCH OBECNEMU STANOWI RZECZY URZĘDNIKÓW.

Aby lepiej przybliżyć wyjaśnienie twierdzenia wystarczy wybrać się na jakikolwiek z cmentarzy wojennych innych narodowości znajdujący się na terenie Włoch. Czy jest to cmentarz żołnierzy amerykańskich, Wspólnoty Brytyjskiej, czy niemiecki, to jest on utrzymywany w nienagannym stanie i na każdym z nich do stałej obsługi zatrudniona jest odpowiednia liczba pracowników. Sprawdzałem osobiście i polecam wizytę porównawczą na jakimkolwiek z wybranych cmentarzy wojskowych innych narodowości – amerykańskim w Nettuno(ponad 20 tyś. poległych), brytyjskich (właściwie Commonwealth-u) w Rzymie, Anzio, czy Cassino lub na cmentarzu żołnierzy niemieckich w Caira(ponad 20 tyś poległych). Przypomnijmy jednocześnie i podkreślmy, że przy bezpośredniej obsłudze porządkowej polskiego cmentarza wojennego na Monte Cassino zatrudniona jest tylko jedna osoba w wymiarze 2 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu.

Zasadniczo jest tak, że w umowach zawiera się klauzulę o współpracy, a w praktyce zatrudnia się ekipy mieszane składające się z Włochów i rodaków żołnierzy pochowanych na określonym cmentarzu.

Konkludując, wychodzi na to, że kierowana przez sekretarza Przewoźnika ROPWiM nie realizuje stawianych przed nią zadań wobec kompleksu polskich miejsc pamięci na terenie Włoch. Ta sytuacja trwa już długie lata i jak do tej pory nie można uzyskać informacji, co rzeczywiście stoi na przeszkodzie w ostatecznym zawarciu umowy pomiędzy Polską a Włochami?

Kto konkretnie z włoskich urzędników (jak twierdzi minister Przewoźnik) odmawia dopuszczenia do prac remontowych polskich firm remontowo-budowlanych?

Warto wiedzieć również, kto ostatecznie zadecyduje, kim będą wykonawcy robót remontowych oraz czy te prace i wydatki zostaną wreszcie poddane kontroli?

Tego typu sytuacja wymaga natychmiastowych wyjaśnień, gdyż zgodnie z przyjętym na chwilę obecną planie wydatków mają one sięgnąć nawet 3,5 mln. złotych i dodatkowo, jeżeli chodzi o remont cmentarza w Loreto 3 mln. złotych, mimo że pierwsze poważne prace wykonano tam w 2004 roku. Sprawa jest oczywiście wielce poważna, gdyż mówimy o wydawaniu znacznych sum z budżetu państwowego, które przechodząc przez ROPWiM trafiają do włoskich pośredników i wykonawców. Ostateczna zaś realizacja i poziom wydatków nie podlegają tymczasem naszej kontroli. Można śmiało stwierdzić, że jak dotychczas przez długie lata środki te były marnotrawione, czego naocznym skutkiem jest stan polskich cmentarzy i pomników na terenie Włoch.
Zwróćmy dodatkowo uwagę, że pod koniec czerwca ubiegłego roku gościła w Warszawie przybyła z Włoch dwuosobowa delegacja (opiekuna cmentarza na M.Cassino i kustosza muzeum Historiale di Cassino) prosząca o kontakt z sekretarzem ROPWiM. Niestety, mimo usilnych starań przez 5 dni nie udało im się spotkać z panem Przewoźnikiem. Na wysłuchanie relacji z niejasności przy finansowaniu robót przez firmy włoskie oraz tragicznego stanu polskiego cmentarza wojennego na Monte Cassino znalazła natomiast czas pani senator Barbara Borys-Damięcka, której przybyli okazali odpowiednie dokumenty potwierdzające przykry stan rzeczy. Widocznie pan minister Przewoźnik nie jest nawet zainteresowany wysłuchaniem opinii długoletnich obserwatorów mającej miejsce sytuacji.

Warte wyjaśnienia jest również zamieszczenie 29.10.08r. na stronach ROPWiM oficjalnego ogłoszenia w sprawie prac konserwatorskich i restauracyjnych płaskorzeźby Orła Narodowego na cmentarzu Monte Cassino z określeniem szczegółowych warunków udziału w przetargu i stawianych wymagań. Termin składania wniosków miał upływać 6.11.08 r., a czas trwania zamówienia lub termin wykonania określono na 20.12.08 r. I tutaj nasuwa się kolejne pytanie, – jeżeli Polska nadal nie ma urególowanych umową kwestii wykonywania robót remontowych na terenie Włoch, to, na jakiej podstawie ogłoszono przetarg dotyczący remontu rzeźby autorstwa M.Panyszyna z 1945?

Czy właśnie taka jest praktyka realizacji, przez ROPWiM swych zadań i wydatków na terenie Włoch? Jednocześnie przed senatorami sekretarz Przewoźnik 4 listopada stwierdził, że strona włoska nie specjalizuje się w tego typu pracach i nie ma firm, które mogłyby się tym zająć. Jest to kolejne ciekawe naświetlenie istniejącego stanu spraw. Jeżeli Włosi nie specjalizują się w obróbce i konserwacji kamienia, to, dlaczego przez tak długie lata pobierali płatności płynące z polskiego budżetu za przyjmowanie zleceń i wykonywanie remontów?

Jak widzimy, sprawa żołnierzy Andersa i pozostawionych po nich na wojennym szlaku miejscach pamięci wydaje się nie doczekać rozstrzygnięcia. Czerwony cień PRL-u najwyraźniej przetrwał łagodnie szumną „przemianę” roku 1989 i nadal odbija się swym echem ostatniemu pokoleniu patriotów i symbolice narodowej. Przykro to stwierdzić u progu 2009 r., ale taka jest rzeczywistość. Apeluję poraz kolejny – NIE POZWÓLMY, ABY OSTATNI Z NICH, KTÓRZY POZOSTALI, MUSIELI PATRZEĆ NA NISZCZENIE PRZEKAZU POZOSTAWIONEGO DLA NAS I NASTĘPNYM POKOLENIOM.

Panie Ministrze, jak Pan chce zaprezentować pozostałym przy życiu uczestnikom bitwy, rodakom, delegacjom innych narodowości oraz całemu światu polski cmentarz wojenny na Monte Cassino w dniu 18 maja 2009 roku? I w dniu 24 maja, kiedy na Monte Cassino przybędzie Ojciec Święty Benedykt XVI?

Oni tam będą. Będą na apelu poległych, i gdy wiatr poruszy polski sztandar. Oczy żywych i duch poległych będzie skierowany na pana. Niech Pan o tym pamięta Panie Ministrze.
Krzysztof Piotrowski
Rzym, 12.01.2009 r.


23:53, chabrowka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2008
Szlakiem "Commando" ze Swarzedza

16 listopada 2008 to bedzie pamietna data dla wielu mieszkancow z Casamassima. Z dalekiej Polski nareszcie dotarla do nas Grupa Rekonstrukcji Historycznej "Commando" ze Swarzedza. Pogoda nam zbytnio nie dopisywala, poniewaz lalo nieustannie co jest pomimo wszystko zadkoscia w tym rejonie Wloch. W poniedzialek udalismy sie na oficjalna wizyte do Urzedzie Miasta, gdzie moich gosci przywital Sindaco z Casamassima prof. Vito De Tomaso i Marisciallo Policji Miejskiej Nicola Girolamo.

Nastepnie udalismy sie na Cmentarz Wojskowy, zwiedzilismy miasteczko, okolice szpitala i baraki, ktore tu jeszcze pozostaly...

 Na drugi dzien, pomimo iz lalo nieustannie cala grupa w mundurach wyjsciowych zainscenizowala na starowce i przy szpitalu kilka scenek. Oprocz tego, ze wzbudzili w miescie nie lada sensacje swoim wygladem, to rowniez zdobyli wiele nowych sympati.

Popoludnie w deszczu spedzilismy w przepieknym Polignano i Bari. Zwiedzilismy Kosciol sw. Mikolaja, gdzie tez znajduje sie grobowiec Krolowej Polski Bony.

Mam nadzieje, ze takie wizyty bedzia tylko zacheta dla tych wszystkich, krotym historia II Korpusu nie jest obojetna..

Zapraszam wszystkich do Casamassima!

piątek, 21 listopada 2008
2 edycja wystawy fotograficznej w Casamassima "POLACY W PUGLI 1943-1946"

2 listopada na cmentarzu wojskowym w Casamassima jednym z czterech we Wloszech, odbyla jak co roku, uroczysta ceremonia i msza swieta za zolnierzy poleglych i spoczywajacych na tym cmentarzu. W uroczystosci uczestniczyly miejscowe wladze, delegacja z ambasady polskiej, wojsko, przedstawiciele roznych stowarzyszen i spora grupa polakow, miedzy innymi polscy studenci z pobliskiego Bari. Msze swieta odprawial kapelan wojskowy ks. Pawel Piontek, ks. Andrzej Wisniewski z Gioia del Colle i don Gianni z parafi w Casamassima.

W tym samym dniu o godz. 17.00 odbyla sie inauguracja juz drugiej edycji wystawy "Polacy w Pugli od 1944-1946 ..historia w bieli i czerni"

Oprocz zdjec w tym roku wystawe wzbogacilismy o dwa mundury wojskowe. jeden orginalny Brygady Karpackiej urzyczony nam przez rodzine Pana Mieczyslawa Rasieja i drugi mundur Commando, ktory otrzymalismy dzieki zyczliwosci Grupie Rekonstrukcji Historycznej "Commando" ze Swarzedza.

Organizatorzy wystawy: Stefania Castellano, Gianluca Vernole, Zaneta Nawrot

rekonstrukcja munduru zolnierza "Commando"

jeden z paneli zadedykowany Casamassimie

piątek, 14 marca 2008
Polish Times
'W drodze na Monte Cassino' (6/2008) Drukuj
Napisał: Sebastian Szczepański   
Wszystko zaczęło się od coraz bardziej popularnego portalu internetowego „nasza-klasa.pl”. Po zalogowaniu się, każdy może zapisać się do klasy, do której przed laty (wieloma czy kilkoma) uczęszczał. Tam też może nawiązać kontakt z kolegami i koleżankami z danej klasy. Do mojej „podstawówki” chodziła niezwykle żywa i zawsze uśmiechnięta (taką ją pamiętam) Żaneta Nawrot. Los ją rzucił do Włoch, do niewielkiego miasteczka Casamassima…

 
Żaneta Nawrot
Sebastian Szczepański: Witaj Żaneto. Kto by pomyślał, że po tylu latach i z dwóch różnych „krańców świata”, spotkamy sie „wirtualnie” Kto by też pomyślał że… przydamy się jeszcze sobie... Kiedy po raz pierwszy napisałaś mi o twoim blogu internetowym “w drodze na Monte Cassino” http://wdrodzenamontecasino.blox.pl/html nie mogłem uwierzyć, że jesteś kolejną osobą z naszej generacji (30-latki), dla której temat II wojny światowej, a konkretnie losy naszych żołnierzy walczących pod Monte Cassino jest aż tak istotnym. Powiedz mi, jak to się u Ciebie wszystko zaczęło. Wiem, że to ma związek z tym, że wyemigrowałaś do Włoch...

Żaneta Nawrot: Tak, to prawda. Wyjechałam 12 lat temu z domu, pełna obaw i niepewności. Jechałam do małego miasteczka na południu Włoch - Casamassima, o którym praktycznie nic nie wiedziałam. Kiedy już dotarłam do celu, zobaczyłam maleńki rynek, palmy i szyldy nad sklepikami, które kojarzyły mi się z latami 50., a na krzesełkach porozstawianych dookoła siedzieli starsi panowie. Typowy obraz z filmów Felliniego. To był 1995 rok. Pierwsza myśl to oczywiście: „Boże, co ja tu robię?!”
Po kilku dniach zaczęto mnie zaczepiać, bo każda nowa twarz to oczywiście wielkie wydarzenie wśród mieszkańców. Wiadomości roznoszą się szybko... szczególnie tutaj. Trochę na migi, trochę po polsku opowiadali o tych wspaniałych i postawnych Polakach w mundurach, no i o pięknych Polkach, które tu stacjonowały z wojskiem w czasie wojny. Dobre imię pozostało, zachowali ciepłe wspomnienie o nas... to chyba najbardziej zrobiło na mnie wrażenie. No i ciągła myśl, która mnie już nie opuściła do dzisiaj... Może to nie przypadek, że właśnie tutaj się znalazłam. Cień tamtych dni nie opuścił mnie do dzisiaj. Rosło to gdzieś w środku we mnie, ciekawość, chęć przywrócenia tych wspomnień... Minęło kilka lat zanim zainteresowałam się tym na dobre.

Niedaleko miasteczka jest Polski Cmentarz Wojskowy - piękny i zadbany. Już prawie moją obsesją się stało wyczekiwanie na mszę 2 listopada. Tam chociaż przez kilka minut po mszy można porozmawiać po polsku i spotkać ciekawych ludzi. Nasz hymn i „Ojcze Nasz” usłyszane w ojczystym języku przyprawiają mnie zawsze o gęsią skórkę...
Później poznałam mojego kolegę Gianluca Vernole, który właśnie pisał do miejscowej gazety artykuł o tej uroczystości. Poprosił o pomoc, no i tak się wszystko zaczęło. Wpadłam na dobre.

SS: O Monte Cassino słyszymy dość często, ale ty jakby chcesz uwypuklić Casamassima. Jak daleko jest to miejsce od Monte Cassino. Wiem, że w Casamassima wciąż odkrywasz nowe ślady obecności polskich żołnierzy II Polskiego Korpusu. Co do tej pory znalazłaś?

ŻN: Casamassima to małe miasteczko niedaleko Bari o populacji 17 tys. mieszkańców. Od Monte Cassino dzieli je 352 km. Tutaj znajdował się szpital, do którego trafiali ranni z bitwy nad rzeką Sangro i Monte Cassino. Z tego co wiadomo, szpital w maju 1944 roku zajęli Polacy zaraz po wyjeździe z miasta wojsk angielskich. Miejsce jest świetnie usytuowane strategicznie. Blisko do Bari i niedaleko lotniska wojskowego w Gioia del Colle.

Polacy rozbili obóz, który praktycznie stał się drugim osiedliskiem! Razem z nimi stacjonowali Amerykanie, Anglicy, Nowozelandczycy, Hindusi, a nawet żołnierze z Maroka. Szpital zatrudniał miejscową ludność. Kobiety pracowały w kuchni i pralni. Mężczyźni świadczyli usługi dla żołnierzy. Pomimo wojny ludzie wspominają te lata jako piękne i bogate. Ludzie mieli darmową opiekę lekarską, a dzieci z miejscowego sierocińca ryż i mleko z wojskowej kuchni, krawiec pełne ręce roboty, a szewc oficerki do naprawy. Dzieci cukierki, czekoladę i cukier...

Moje poszukiwania trwają już ponad rok. To, co wyszło na “światło dzienne” przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Na początek miał to być artykuł, a zrobiła się książka! To naprawdę ogromna praca. Noce całe przy internecie, godziny na telefonie, nie kończąca się ilość listów, wszystko to trzeba pogodzić z życiem prywatnym, pracą, rodziną i domem...

Monte Cassino ma swoją historię. To chyba najbardziej znane w historii II wojny miejsce. A Casamassima? To tu ponad 3 lata żyli Polacy. Kadra lekarska i oficerska mieszkała w prywatnych kwaterach. Nawiązały się przyjaźnie, a nawet niektóre z nich skończyły się przed ołtarzem. Dr Max Tanzer został i pracował przez resztę życia w Casamassima. Pielęgniarz z Krakowa pan Marian Juras zakochał się i też został. Pułkownika T. Sokołowskiego do dzisiaj ludzie w sercach pamiętają... uratował tyle chorych dzieci. Julia Nenko, siostra Basia, Julia Skwarecka ta piękna dziewczyna ze smutną twarzą i przerwanymi dziurkami w uszach. Tak. Ludzie to jeszcze pamietają. Opowiadają, przynoszą listy i zdjęcia. Pomagają jak potrafią. Jak łatwo można to wszystko teraz zamazać. Jeszcze kilka lat i wspomnienia zanikną całkiem. Chcę to uratować. Uratować to wszystko od zapomnienia. Dlaczego i tutaj nie mogą przyjeżdżać polscy turyści? Wojna to nie tylko strzelanie, ale i codzienność, czekanie na koniec, tęsknota za domem, niepewność jutra. To chyba najbardziej w tym miejscu czuć.

Pozostały jeszcze dwa baraki, w których były oddziały szpitalne. Jeszcze kilka tygodni i zostaną zburzone. Chcę je uratować, chcę, żeby tu powstało muzeum. Takie z pamiątkami i zdjęciami żołnierzy, chorych dzieci z polskim doktorem... Na to niestety potrzebne są pieniądze, a z tym to już chyba będzie najgorzej.

SS: Wszystko to dokumentujesz na blogu internetowym. Dlaczego?

ŻN: Blog założyłam, ponieważ dzisiaj internet daje ogromne możliwości! Zaczęłam wpisywać pobieżne informacje z nadzieją, że ktoś się odezwie, może ktoś napisze? Ktoś, kto poszukuje krewnego, dziadka, ojca.... Oczywiście to tylko znikome informacje, jest ich znacznie więcej. Nie chcę jednak wszystkiego ujawniać przed opublikowaniem książki. I to był strzał w dziesiątkę!
W zeszłym roku, dokładnie w święta Bożego Narodzenia napisał do mnie chłopak. Wiedział, że dziadek walczył we Włoszech. Całe życie jego babcia wierzyła, że leży gdzieś pochowany w Anglii. Kiedy umierała obiecał odnaleźć grób dziadka. Wyjechał do Londynu do pracy i tam poprosił w archiwach muzeum gen. Sikorskiego o dane. Znał stopień, datę urodzenia, podstawowe informacje. Jak wielkie było jego zdziwienie, kiedy powiedziano mu, że dziadek został ranny pod Monte Cassino, zmarł i został pochowany w Casamassima! Zaczął szukać w internecie. Trafił na moją stronę, napisał i prosił o zdjęcie nagrobka. W ten sam dzień, nawet pomimo tego, że w święta cmentarz jest zamknięty, ukradkiem przeskakując mur odszukałam to miejsce, zrobiłam zdjęcie i zaraz je wysłałam z prośbą o więcej danych i pozwoleniem umieszczenia tej historii w książce. Był to najpiękniejszy prezent świąteczny, jaki dostali. Żałowali tylko, że babcia tego nie doczekała. Tym żołnierzem był Edward Piech.

SS: Na twoim blogu znajdziemy zdjęcia, wspomnienia, nawet listę poległych. Jak zdobywasz te materiały?

ŻN: Tak jak już mówiłam. Część z nich dostaję od prywatnych kolekcjonerów, pasjonatów takich jak ja, którzy wspierają moją inicjatywę. Nawiązały się prawdziwe przyjaźnie między nami. Szukam i pytam wśród miejscowej ludności, w internecie, w książkach.
Wybieram się wkrótce do Londynu po resztę oficjalnych dokumentów do Muzeum Sikorskiego. Pomaga mi pan Wojtek Narębski z Krakowa, który zaprosił do pomocy wszystkich swoich kolegów z tamtych czasów. Powiedzmy, że ja zajmuję się wszystkimi materiałami w języku polskim, a mój kolega tym, co po włosku. Zadania mamy rozdzielone i co jakiś czas “sklejamy” je razem.

SS: W listopadzie ub. na Cmentarzu Wojskowym w Casamassima odbyła się niecodzienna uroczystość. Wiem też, że zorganizowałaś niezwykłą wystawę “Polacy w Pugli 1944-1946”. Powiedz nam o tych wydarzeniach kilka słów.

ŻN: W miarę poszukiwań powstawały nowe pomysły... Ilość zdjęć jaką udało mi się zdobyć ze źródeł prywatnych pozwoliła nam na pierwszy wielki krok. Wystawa fotograficzna. To oczywiście miało także na celu przyciągnięcie uwagi wszystkich tych osób, które nie miały pojęcia o naszej pracy. Zaprosiliśmy wszystkie Stowarzyszenia z całego regionu, poprosiliśmy o pomoc i dofinansowanie Urząd Miasta w Casamassima. Wystawę zaplanowaliśmy na 2 listopada, tak żeby zaprosić również przedstawicieli z Ambasady i Konsulatu Polskiego po uroczystości na cmentarzu polskim. Ich zdziwienie było tak wielkie, że komplementom nie było końca. Nawet sam wójt skomentował to naszym władzom żartobliwie: „Ja naprawdę nic nie wiedziałem, dopóki nie przyszła prosić o pieniądze!”

Wielkim zaszczytem była wizyta wnuczki niezapomnianego Mieczysława Rasieja, prezydenta Stowarzyszenia Polaków we Włoszech. Pan Rasiej, jeszcze za życia, bardzo nam pomagał, przekazał mnóstwo materiałów prywatnych, własne wspomnienia. Jego mama pracowała w szpitalu w Casamassima jako pielęgniarka, odwiedził ją tu kilka razy na przepustce. Naprawdę bardzo nam pomógł.

Wystawa była wielkim wydarzeniem. Dla mnie szczególnym. Nigdy w życiu nie byłam tak dumna, że jestem Polką.
Ludzie po pierwszym dniu przychodzili i dziękowali. Wystawa miała trwać 5 dni. Musieliśmy ją przedłużyć jeszcze o 2! Widziałam mężczyzn jak płakali; córki, które przyprowadzały schorowaną mamę lub ojca... “Wie pani, tata chciał zobaczyć, czy jest ktoś kogo pamięta na zdjęciach.” Przyjeżdżali z innych miasteczek, przychodziły wycieczki z miejscowych szkół. Najbardziej wzruszyła mnie Pani, która codziennie przyprowadzała swoje znajome i pokazywała na jednyo ze zdjęć: “Zobacz, to nasza Julia, cosi bella.” Pamiętała ją tak bardzo, była wtedy małą dziewczynką. Mieszkała u nich w domu podczas wojny, pracowała jako pielęgniarka w szpitalu. Inny Pan przyniósł pokazać mały notesik, jaki dostał od jednego z żołnierzy. Przechował go do dziś! “Wie Pani, pomimo tego, że to była wojna, to były najpiękniejsze moje lata. Stach, tak na niego wołaliśmy, mieszkał z nami”.
Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że to było jedno z najpiękniejszych wydarzeń w moim życiu.

SS: Nie wiem, czy wiesz, ale u nas w okolicy metropolii Detroit mieszkają osoby, które przeszły przez Monte Cassino. Przychodzi mi tu do głowy pan Bohdan Grodzki, który jest zresztą prezesem Fundacji i Centrum II Polskiego Korpusu. W Zakładach Naukowych w Orchard Lake znajduje się pokój muzealny Fundacji. To właśnie chyba do nich chcemy skierować apel o kontaktowanie się z Tobą…

ŻN: Piszę głównie po to, żeby dotrzeć do wszelkich możliwych źródeł. Wiem, że po wojnie żołnierze z Anglii rozjechali się po całym świecie. Mało kto z nich wrócił do domu. Nie czekało na nich tam nic dobrego. Mam nadzieję, że nawiążę nowe znajomości, znajdą się nowe wspomnienia i historie. Chciałabym tyle jeszcze zrobić, napisać... czasami się zastanawiam, skąd biorę na to siłę i czas. Jest już bardzo późno, a mnie ani na chwilę, nie przestało się “chcieć”. Chcę zrobić tablicę pamiątkową na szpitalu (dzisiaj znajduje się tu szkoła podstawowa), ocalić baraki i zrobić w nich muzeum. Postawić tablicę pamiątkową na cmentarzu wojskowym z nazwiskami sześciu żołnierzy, którzy nie wiadomo jak się zawieruszyli i zostali pochowani na miejskim cmentarzu. Chcę wydać książkę, chcę zrobić następną wystawę, to miejsce to świetny materiał na scenariusz do filmu.. Jest tego jeszcze mnóstwo.

Negatywną stroną jest oczywiście sprawa finansowa. Wszystko, co robię płacę z własnej kieszeni. Bilet do Londynu kupiłam za własne pieniądze, ale muszę tam polecieć choćby nie wiem co! W domu nie byłam już 3 lata, a mam tam jeszcze całą swoją rodzinę. Także i tu prośba o pomoc do waszych Fundacji. Jeżeli są osoby, chętne pomóc to bardzo proszę o kontakt.
Nie wolno nam zapomnieć tak wielkiej historii!

SS: Dziękuję Żaneto za rozmowę. Jestem prawie przekonany, że twój apel nie pozostanie bez odpowiedzi.

http://mypolishtimes.com/czaspolski/index.php?option=com_content&task=view&id=40&Itemid=50

16:43, chabrowka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2007

TUTAJ znajduje się lista poległych Casamassima(pdf)

sobota, 24 listopada 2007
Edward Piech
Edward Piech urodził się we wsi Jungówka, gmina Kisielin,
powiat Horochów, województwo Wołyńskie, jako najmłodszy z siedmiorga
jego rodzeństwa. Po wkroczeniu Armii Radzieckiej na tereny Wołynia jego
rodzinę uznano za obszarników i matkę wraz z pięciorgiem dzieci zesłano
na Syberię ( jego ojciec już wtedy nie żył a dwie najstarsze siostry
były zamężne) Zyli w okropnych warunkach, matkę w lesie
rozszarpały wilki kiedy poszła zbierać gałęzie na opał. Kiedy generał
Sikorski uzyskał zgodę Stalina na formowanie oddziałów Wojska Polskiego na Syberi, Edward zgłosił się do komisji poborowej i został przyjęty. Z
tymi oddziałami przebył bardzo dluga i ciezka drogę przez cały Związek
Radziecki, Turcję, Iran, Irak aż dotarli do Tobruku gdzie Edward
rozpoczął swój szlak bojowy w szeregach Pułku Ułanów Karpackich  jako
zwiadowca. Został ciężko ranny w bitwie pod Montecassino, kula utkwiła
zbyt blisko aorty i nie zdołano jej usunąć. Edward Piech zmarł 31.X.1944
w Polskim Szpitalu Wojskowym w Casamassima. Pochowany jest na na naszym cmentarzu wojskowym-grob numer 384

Edward Piech

 
1 , 2 , 3